środa, 13 maja 2015

CZY CZEGOŚ CI BRAKUJE??


Psalm 23

Psalm Dawidowy.
PAN JEST PASTERZEM MOIM,
NICZEGO MI NIE BRAKNIE.
Na niwach zielonych pasie mnie. 
Nad wody spokojne prowadzi mnie.
Duszę moją pokrzepia. 
Wiedzie mnie ścieżkami sprawiedliwości 
Ze względu na imię swoje.
Choćbym nawet szedł ciemną doliną, 
Zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną, 
Laska twoja i kij twój mnie pocieszają,
Zastawiasz przede mną stół wobec nieprzyjaciół moich. Namaszczasz oliwą głowę moją, kielich mój przelewa się.
Dobroć i łaska towarzyszyć mi będą 
Przez wszystkie dni życia mego. 
I zamieszkam w domu Pana przez długie dni.

Tak, to jest niesamowite, że gdy Pan jest naszym Pasterzem, to naprawdę niczego nam nie brakuje. Niczego w duszy i w sercu – reszta jest nieważna. Bo Bóg sam jest dla nas zaspokojeniem wszystkich naszych potrzeb naszego wnętrza, nadto prowadzi nas do takich miejsc i zdarzeń w życiu, które dopełniają ten stan. Coś takiego możliwe jest tylko wtedy, gdy On jest naszym Przewodnikiem i On jest naszym Pasterzem. Gdy to właśnie On wskazuje nam te łąki, na których powinniśmy się paść... nie my sami wybieramy według własnego widzimisię, które najczęściej jest loterią na zasadzie chybił-trafił. A jakie jest prawdopodobieństwo trafienia na chybił-trafił wie najlepiej ten, kto grał w totolotka. Ile razy trafił szóstkę. Tak, tylko Bóg wie, które łąki są dla nas w życiu najlepsze. Który mąż/żona, która praca, dom, miejsce zamieszkania itp. Dlatego warto wszystko powierzać w Jego ręce i pilnie kierować się Jego wskazaniami, jeżeli faktycznie chcemy dojść na te soczyste niwy zielone, wody spokojne, stół obfitości zastawiony wobec wrogów... itd. Jeżeli chcemy dojść do celu i nie chybić.


wtorek, 12 maja 2015

CZY MASZ SENTYMENT DO GRZECHU?


A Jezus rzekł do niego: Żaden, który przyłoży rękę do pługa i ogląda się wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego.”

Łuk. 9:62

Wybierając życie w Królestwie Bożym musimy mieć świadomość, że od tej pory we wszystkich naszych czynach i decyzjach życiowych będziemy musieli kierować się miłością do Chrystusa. Musieli? Nie, to źle powiedziane. Będziemy chcieli. Pragnęli całym sercem. Oglądanie się wstecz na inne motywacje działania to jak oranie z głową odwróconą do tyłu – nie ma szans, aby bruzda szła równo – pole się marnuje, bo tak nigdy nie uprawisz pola dobrze. Bo co wyrośnie, to zostanie zniszczone przy zbiorach. Albo nie wyrośnie. Takiego oracza nie wpuszczają na pole.

Gdy wybieramy drogę za Chrystusem, to swoją dotychczasową drogę musimy zostawić. Gdy wybieramy sposób życia według zasad i praw głoszonych przez Chrystusa, musimy zrezygnować ze wszystkiego, co tym zasadom i prawom się sprzeciwia. Często niestety są to rzeczy bardzo nam miłe pomimo tego, że są złe. Jednak miłość do Chrystusa zobowiązuje. Jeżeli Jego ukochaliśmy ponad życie, to wszystko inne powinno zostać sprowadzone do wartości śmiecia w naszym sercu – nawet te rzeczy pozornie dobre, ale konkurujące w naszym sercu z Chrystusem.

Podobnie jest gdy chłopak zakochuje się w dziewczynie. Wtedy tylko ta jedna jest dla niego cudowna, a wszystkie inne – tchnące martwotą statystki. Jeśli jednak tak nie jest – a chłopak deklaruje miłość dziewczynie – wówczas powstaje zasadne pytanie o to, czy faktycznie naprawdę kocha on tę dziewczynę, której wyznał miłość.

Chrystus jest zazdrosnym Bogiem. Nie toleruje miłości do wielu bogów. Nie toleruje miłości do żadnego innego boga oprócz Niego. Jeżeli ktoś wybiera Jego – to wszyscy inni bogowie muszą zniknąć z naszego życia. Wszystko inne, co jest nam drogie sercu porównywalnie do tego, jak drogi jest nam Chrystus – musi zostać ukrzyżowane, tj. wyrzucone z naszego serca, pozbawione wartości w naszych oczach. Jeżeli tak się nie dzieje i kochamy Chrystusa oraz innych bogów – będziemy przechodzić przez ogień prób i doświadczeń, które postawią nas w sytuacjach konieczności dokonania wyboru i jednoznacznego opowiedzenia się, kogo kochamy bardziej i z kim chcemy naprawdę żyć. Kogo wybieramy. Chrystus nigdy nie zadowoli się miejscem równorzędnym z czymś tam lub kimś tam jeszcze. On musi być droższy od każdego innego człowieka, od każdej innej sprawy i każdej innej rzeczy w naszym życiu. Jeżeli tak nie jest – z czasem ustępuje z naszego życia CAŁKOWICIE. I w sumie jest to chyba zupełnie zrozumiałe. Bo nikt z ludzi także nie chciałby wiązać się na stałe i wchodzić w małżeństwo z kimś, kto ma podzielone serce pomiędzy więcej kobiet/mężczyzn. Żadna dziewczyna nie chciałaby kochać chłopaka, który sypia z inną. Podobnie chłopak nie chciałby dziewczyny, która rozbiera się przed innym. Nasz związek z Chrystusem porównywany jest w Nowym Testamencie właśnie do małżeństwa, gdzie Chrystus jest oblubieńcem (mężem), a wierni – oblubienicą (żoną).

Jeżeli obracasz się wstecz idąc do Chrystusa, to znaczy, że w sercu masz tęsknotę za tym, co zostawiłeś właśnie dla Chrystusa. A to znaczy, że twoje serce nie jest całkowicie oddane Chrystusowi. Że jest coś innego, co kochasz co najmniej równie mocno lub nawet mocniej niż Chrystusa, bo Chrystus nie przysłania swoim blaskiem blasku tej rzeczy w twoich oczach. Dlatego nie jesteś godzien Chrystusa. Nie jesteś godzien Jego wielkiej i cudownej miłości, najpiękniejszej i największej na świecie. Nie nadajesz się do Królestwa Bożego, bo tam właśnie rządzi miłość do Chrystusa – i to ona zwycięża wszystko, co złe. Nasza miłość do Boga jest naszym zwycięstwem też nad naszym wrogiem, szatanem.

Podobne zasady rządzą życiem. Jeżeli jesteś z dziewczyną, a myślisz o innej, to znaczy, że nie kochasz tej, z którą jesteś. Nie oddałeś jej serca. Sercem jesteś gdzieś daleko. Jesteś rozdwojony – ciało tu, serce tam. Nie jesteś godzien tej dziewczyny, aby zajmować jej serce i życie. Jeśli jest wartościowa – tym bardziej nie jesteś jej godzien, a jeśli nie jest wartościowa – to też nie powinieneś z nią być, bo w pewnym sensie nie jesteś jej godzien – bo też ma prawo do tego, aby ktoś pokochał ją całym, a nie rozdwojonym sercem. Nie powinieneś jej łudzić, zwodzić ani dawać nadziei, która nigdy się nie spełni – i ty o tym dobrze wiesz już teraz, że nadzieja ta się nie spełni. Bo już teraz jej nie kochasz tak, jak powinieneś, bo serce masz podzielone. Jeżeli jednak nie zostawisz jej, by nie dawać jej złudnej nadziei – będziesz odpowiedzialny za to, że stanie się gorsza na skutek twojej niewłaściwej postawy. Bóg cię z tego rozliczy. Bo żadna z takich spraw nie uchodzi ludziom na sucho. Dlatego jest tyle cierpienia w tych tematach, bo każdy myśli tylko o sobie, a nie o tym, ile cierpienia zadaje innym.

Jeżeli z powodu Chrystusa przestajemy kraść, to nie możemy z żalem wzdychać, ile to byśmy mieli kasy, gdybyśmy nie służyli Chrystusowi, bo np. wtedy moglibyśmy brać łapówki i coś tam zachachmęcić w księgowości, z podatkami, płatnościami, nierzetelnie potraktować pracownika. Jeżeli ze względu na Chrystusa rezygnujemy z rozwiązłości, to nie możemy potem godzinami tęsknić za tym, co byśmy robili, gdybyśmy mogli, ale, niestety (sic!), nie możemy z powodu wiary w Chrystusa. Jeżeli ze względu na Chrystusa przestajemy cudzołożyć, to nie możemy potem tęsknić za intymnymi relacjami z obcą. Czujesz o co mi chodzi, czujesz ten bezsens? Albo Chrystus jest dla nas wartością, albo nie jest. Nie ma sensu się oszukiwać. Jeżeli uznajesz Chrystusa za wartość bezkonkurencyjną – to wszystko inne musi po prostu Jemu ustąpić, być słabe w twoich oczach w zestawieniu z Chrystusem. Musi znaleźć się na marginesie serca, życia. Bo całe serce wypełnia teraz Chrystus, który stał się naszym życiem. I w Nim mamy pełnię. Wszystko, czego potrzebujemy. Spełnienie duszy. Sens życia. Zdroje żywej wody. Obfitość.



CZY PRAGNIESZ WOLNOŚCI?




„Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli w niego: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi.”

Jan. 8:31-32

Pragniemy wolności. Choć na chwilę, choć na sekundę – by poczuć się wolnym jak ptak. Kochamy to uczucie w sercu, jakie nam daje czucie się wolnym. Niektórzy nawet marzą o samobójstwie w formie skoku z wysokości, żeby poczuć choć przez chwilę to uczucie wolności, jakie kojarzy się nam właśnie z lotem ptaka na wysokościach. Mówi się nawet: „wolny jak ptak”. Jednak akurat w tym przypadku nie wierzę, aby uczucie wolności towarzyszyło skaczącym z wysokości, jeśli nie są na środkach odurzających. Moim zdaniem samobójcom może towarzyszyć tylko paraliżujący strach – bo tak właśnie działa nasza psychika; nadto mamy duszę, która wyczuwa potężne zagrożenie i reaguje adekwatnie.

Ludzie na różne sposoby szukają wolności. Jedni poprzez bunt przeciwko wszystkiemu, co ich otacza, inni przez agresję, nałogi itp. Jednak to, co odkrywają, pokazuje im, że idąc taką drogą wpadają tylko jeszcze bardziej w coraz to gorszą niewolę. Czasem łącznie z więzieniem w realu.

Jest tylko jeden pewny sposób na znalezienie prawdziwej wolności. Wolności rozumianej jako uczucie dające nam poczucie swobody, braku ograniczeń w duszy – jak i faktycznej wolności do podejmowania decyzji, dokonywania wyborów, wybierania różnorodnych dróg i postaw w życiu. Kto zna ten sposób, tę drogę do takiej właśnie prawdziwej wolności?

Jezus wskazał nam tę drogę: jej istotą jest trwanie w przykazaniach i głoszonej przez Niego nauce. I to właśnie trwanie w tych przykazaniach w długim czasie jest drogą do prawdziwej wolności. Nie chodzi tu o jakiś krótki moment nawrócenia czy jakiś jednorazowy akt, choć faktycznie nawrócenie przynosi ogromną ulgę w życiu – ale to jest dopiero początek drogi do prawdziwej wolności. Cierpliwe trwanie w nauce Chrystusa w postawie i uczynku jest jedyną drogą do prawdziwej wolności. Wtedy to właśnie powoli zaczynają nam się otwierać oczy, spadają kolejne więzy i łańcuchy z naszej duszy, które nas ograniczają i zniewalają – aż w pewnym momencie spadną te ostatnie. I od tej pory nic nas już więcej nie będzie ograniczać. Bo staliśmy się PRAWDZIWIE wolni! :)

Tak, wolność Chrystusowa to jest PRAWDZIWA wolność. Nie ma nic piękniejszego. Naprawdę. Wtedy cały świat, wszystkie drogi stają przed nami otworem i odtąd już wiesz, że możesz wybrać każdą – masz do tego zdolność i siły. Jednak masz też wiedzę, że pewnych dróg nie możesz wybrać, jeśli nadal chcesz żyć w wolności. Jeżeli nie chcesz tej wolności utracić. Bo wybierając je, wybierzesz drogę spowrotem do pełnej niewoli. Twoja wolność skończy się w momencie wyboru tej drogi. Wybierzesz – a potem zginiesz w niewoli. Jednak w momencie wyboru nadal masz wolność. Drogę do niewoli też możesz sobie wybrać. Jednak nikt zdrowo myślący tego nie zrobi. Ja na pewno tego nie zrobię. Nie oddam swojej wolności. Zbyt drogo mnie kosztowała. I zbyt piękna jest w swojej naturze, aby oddać ją tak tanio. Aby w ogóle ją oddać. Kiedykolwiek i za jakąkolwiek cenę. Nie ma takiej ceny.

Wolność w Chrystusie – to jest wolność od więzów zła, od przymusu, by czynić zło. Wolność do tego, by czynić dobro. Takie, jakie chcesz. Jakie ci się żywnie podoba.





poniedziałek, 11 maja 2015

CZY TWOJE SERCE JEST ZŁAMANE?


Chodźcie, zawróćmy do Pana! On nas rozszarpał,
On nas też uleczy, zranił i opatrzy nasze rany!”

Ks. Ozeasza 6:1


Jednym z największych błędów, jaki ludzie popełniają, jest ucieczka od Boga pod wpływem bólu i cierpienia. Uciekanie od Boga jako forma ratunku przed cierpieniem – jak widać z powyższego fragmentu – jest zupełnie bez sensu, całkowicie mija się z celem. Ucieczka nie prowadzi nas ku uzdrowieniu naszej duszy, ale wręcz przeciwnie – pogłębia te rany. Bo tylko Bóg jest źródłem prawdziwego uzdrowienia. Oddalając się od Boga – oddalamy się od źródła życia...

Jedną z pierwszych zasad, którą wbiłam sobie do głowy na początku samodzielnej drogi za Bogiem było to, aby w chwili cierpienia i bólu NIGDY nie uciekać od Boga – ale wręcz przeciwnie – ZAWSZE czym prędzej biec do Niego, do Jego ramion, i wtulać się w Niego najmocniej jak potrafię. W momencie postanawiania, aby tak postępować, czułam, że jest to całkowicie sprzeczne z moją wiecznie przestraszoną i uciekającą naturą. Mój naturalny instynkt jest zupełnie przeciwny. Instynkt ten bowiem każe mi uciekać wręcz do mysiej dziury, chować się i chronić w chwili zranienia i cierpienia. Tego typu reakcje można zaobserwować także u zwierząt – że ranne zwierzę oddala się od grupy, szuka odosobnienia. Człowiek często reaguje podobnie. Zraniony ucieka od społeczności ludzi w samotność, a czasem wręcz w śmierć. To jest najgorsza droga, jaką może obrać w chwili trudności, kryzysu, cierpienia. Bo samotność rani jeszcze głębiej i pozwala ranom bezpiecznie i zupełnie bez przeszkód jątrzyć się – bo nic samo się nie uzdrawia, ale pogłębia się i pogarsza, zapieka goryczą. Gdy natomiast wracamy jak najszybciej, biegiem do Boga, który jest uosobieniem największej i najwspanialszej miłości, jaką świat kiedykolwiek poznał – nasze rany SZYBKO doznają uzdrowienia i zabliźniają się. Im szybciej wrócimy do Boga z otwartym, skruszonym i spragnionym sercem, tym szybciej doznamy pomocy i uzdrowienia.

W psalmie 147, werset 3 jest napisane, że Bóg „uzdrawia tych, których serce jest złamane, i zawiązuje ich rany.”. Bóg zakłada kojący opatrunek na rany naszego serca. Zmienia go na nowy z nową leczącą siłą tak często, jak często do Niego przychodzimy, aby czerpać zdrowie, posilenie i wzmocnienie, aby czerpać właśnie to lekarstwo, którego tak bardzo potrzebujemy do życia. Kojący balsam dla serca, duszy i całego ciała.





Nie ujrzycie mnie odtąd, aż powiecie: Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim.

Jezus powiedział:

„Jeruzalem, Jeruzalem, które zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie byli posłani, ileż to razy chciałem zgromadzić dzieci twoje, jak kokosz zgromadza pisklęta swoje pod skrzydła, a nie chcieliście!
Oto wam dom wasz pusty zostanie.
Albowiem powiadam wam: Nie ujrzycie mnie odtąd, aż powiecie: Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim.”

Mat. 23:37-39


To jest bardzo ciekawe, że prorocy posyłani przez Boga do ludzi, byli kamienowani. Wiemy, że kamienowanie to była forma śmierci przeznaczona dla przestępców, ludzi złych i bezbożnych. A prorocy Boży przecież takimi ludźmi nie byli. Jednak tak ich postrzegano. Dlaczego?

Przyznam szczerze, że jest to dla mnie swoisty fenomen, szokuje mnie to. Bowiem kiedy zapoznaję się z życiorysami różnych proroków, ich postawą i słowami, które kierowali do jednostek i narodów, to naprawdę nie widzę w tym ani odrobiny zła. A wręcz przeciwnie – jestem pełna podziwu dla ich postawy pełnej poświęcenia i oddania dobrej sprawie. Jednakże nie było to ani zauważane, ani doceniane w ich otoczeniu. Ludzie kierowali do Bożych proroków wiele przykrych i bolesnych słów, oskarżeń, utrudniali im życie, prześladowali – a niejednokrotnie właśnie skazywali na śmierć. Śmierć męczeńską.

Zastanawiam się, jakaż mogłaby być przyczyna takiej ślepoty otoczenia. I czy aby na pewno chodziło o ślepotę – czy może raczej o świadome zamykanie oczu na dobro, które Boży prorocy czynili, zamykanie oczu na doskonałość drogi, którą wskazywali? A może to właśnie ich ideowość w słowach i czynach była solą w oku i dlatego wzbudzała taki gniew słuchaczy? Bo wykazywała, jak złe są uczynki słuchaczy. Odbierała podstawy do samozadowolenia i dumy z samego siebie... bo podstawy takie najczęściej tworzymy właśnie w porównaniu do otoczenia. Jeżeli jesteśmy lepsi od średniej, to czujemy się dowartościowani, jeżeli gorsi – to czujemy się gorsi. Jednakże nie zwracamy uwagi, jaki jest poziom tej „średniej”. A może ta „średnia” jest tak denna, że nawet jeśli się od niej odróżniamy na plus – to i tak nadal jest bardzo źle? O pewnej „średniej” tak jest napisane:

Najlepszy między nimi jest jak kolec, najuczciwszy jak cierń.”

Mich. 7:4

Jezus chciał to zmienić. Chciał wprowadzić odnowę moralną w narodzie. Odrodzenie prawdziwej wiary i miłości. Jednak mało kto go chciał słuchać; w zasadzie prawie nikt. Większość ostatecznie odrzuciła Jezusa i Jego nauczanie jako coś zepsutego i zatrutego, zupełnie nieużytecznego – choć nie znam niczego i nikogo piękniejszego i bardziej życiodajnego dla otoczenia niż właśnie życie i osoba Jezusa Chrystusa. Chrystus uczył mądrości i wiary w Boga, karmił głodnych, uzdrawiał, wskrzeszał z martwych. Samo dobro. A jednak... to jest dla mnie naprawdę niepojęte, jak to możliwe – a jednak. Jednak został CAŁKOWICIE odrzucony.

Jezus mówi, że z czułością matki („jak kokosz pisklęta”) chciał pocieszać i umacniać Izraela, aby ten trwał na wieki. Jednak Izrael odrzucił Jezusa wraz z całą Jego misją. Ówcześni odrzucili Jezusa, odrzucili dobro, jakie czynił, odrzucili Jego ogromne poświęcenie, a nawet ofiarę z życia, którą złożył na krzyżu. Dlatego z ogromnym smutkiem, ze łzami w oczach Jezus oznajmił Żydom, że ich dom im pustym zostanie. Opustoszeje. Jako naturalna konsekwencja odrzucenia Chrystusa, Jego ratunku i wybawienia. Ale też w tym tragizmie ich beznadziejnej sytuacji, w którą sami się wpakowali, dał im nadzieję. Nadzieję, że mogą Go jeszcze zobaczyć. Ale tylko pod jednym warunkiem. Tym warunkiem była zmiana postawy. Radykalna zmiana. Jeżeli uwierzą w Jezusa.

Albowiem powiadam wam: Nie ujrzycie mnie odtąd, aż powiecie: Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim.”

Z powyższej wypowiedzi wynika, że gdy Żydzi uznają Chrystusa tym, kim jest faktycznie, tj. że jest Synem Boga, że przyszedł do nich w imieniu Ojca, że przyszedł do nich ze szczególnie ważnym poselstwem od samego Stwórcy – wtedy znowu Go zobaczą. Wtedy, kiedy naprawdę całym sercem uwierzą w Jezusa, zobaczą Go.

W naszym życiu też mogą być analogiczne sytuacje. Może być tak, że głosiliśmy i pokazywaliśmy innym LATAMI dobro – czyli wszystko to, czego nauczyliśmy się od Chrytusa – a jednak ludzie to odrzucili. Zlekceważyli i zignorowali nasze słowa, czyny, poświęcenie. Wtedy nie pozostaje nam nic innego, jak po prostu odejść. Pozostawić ich samym sobie, już bez nas – bez żadnej naszej pomocy i wsparcia. Skoro bowiem chcą czynić źle niech więc czynią, ale bez nas. I dopóki nie powiedzą, że to szczęście, gdy ktoś przychodzi do nich w imieniu Pańskim tj. gdy wskazuje im drogę do Boga, do dobrego że to jest wyróżnienie i błogosławieństwo, a nie przekleństwo czy kłoda rzucana pod nogi, to wtedy – i dopiero wtedy – ponowne wzajemne kontakty nabiorą jakiegoś sensu... i przede wszystkim będą w ogóle możliwe.


O łotrze nie będą mówić, że zacny...

„I głupiego już nie będą nazywali szlachetnym, a o łotrze nie będą mówić, że zacny.”

Izaj. 32:5
 

Jedną z najbardziej bolesnych rzeczy w naszym świecie jest to, że dobro nazywane jest złem, a zło dobrem. Że ludzie szlachetni są szkalowani, poniżani i niszczeni, a ludzie bezbożni i egoistyczni – wywyższani i nazywani szlachetnymi.

Dla mnie osobiście największą bolączką jest właśnie odwrócenie wartości – świat stoi na głowie. To, co jest naprawdę cenne – uchodzi za coś bezwartościowego, za śmiecie, a to, co jest autentycznie wartości śmiecia – jest wywyższane i hołubione. To jest wręcz nieprawdopodobne, jak bardzo mocno udało się odwrócić system wartości w aktualnym świecie. Nie mogę się z tym pogodzić. Nigdy nie mogłam i nigdy się nie pogodzę. Muszą zostać przywrócone prawdziwe wartości; prawdziwa wartość musi być przypisana do tego, do czego autentycznie należy, a nie do czegoś, do czego ktoś chciałby ją przywiązać. Prawda musi zasiąść na tronie. Nie może być tak, że kłamstwo nazywa się prawdą, a prawdę kłamstwem. Bo to jest postawienie spraw na głowie.

Nie można bowiem czegoś taniego i łatwego do zdobycia nazywać czymś o wyjątkowej wartości – i odwrotnie: gdy coś jest autentycznie cenne i trudne do zdobycia, nie może uchodzić za coś bezwartościowego. Spójrzmy uczciwie na sprawy. W fizycznym, materialnym życiu przecież jest podobnie. Im coś jest bardziej wartościowe – tym więcej czasu i wysiłku potrzeba, aby to zdobyć. W kwestiach duchowych i psychicznych jest podobnie.



Jeżeli ktoś reprezentuje prawdziwe wartości, to na pewno nie przyszło mu to łatwo. Dlatego nie może być traktowany jak jakiś niedojda czy ktoś gorszy od tych, którzy nie reprezentują sobą niczego. Żadnych wartości. Żadnego kręgosłupa moralnego. Bo jeśli ktoś aktualnie posiada silny kręgosłup moralny, to nie przyszło mu to łatwo. Musiał wcześniej stoczyć wiele wygranych walk w swoim życiu. A walka to koszt przecież. Ogromny koszt. Nadto ogromny wysiłek – bo trzeba się ciągle umacniać – a słabość przecież jest łatwiejsza. Wystarczy tylko się poddać. Nic nie robić, nie wysilać się. Stąd słabość nie może uchodzić za większą wartość niż siła.



Im bardziej zakłamany, rozuzdany i zepsuty jest świat wokół, tym większej siły potrzeba, aby trwać w prawdzie i dobrym uczynku. Im gorszy jest świat wokół, tym trudniej jest trwać w tym, co dobre. Tego kontekstu też nie można przeoczyć ani zlekceważyć.

Trwanie w prawdzie wymaga ogromnej siły wtedy, gdy cały świat kłamie. Trwanie w moralności wymaga ogromnej siły wtedy, gdy cały świat żyje niemoralnie. Dlatego tak cenne jest posiadanie wspólnoty ludzi, którzy myślą tak samo i chcą opierać się złym wpływom, są ostoją normalności, prawdy i wspierają się wzajemnie. Taka oaza na pustyni.

Obietnica, która zawarta jest w cytowanym wersecie, dotyczy zasad panujących w Królestwie Bożym i panowania Chrystusa na ziemi. Jak wiemy, obecnie to szatan jest panem tego świata. Jest panem tego systemu, sposobu urządzenia świata. Ale przyjdzie czas, gdy to się zmieni. Bo gdzie pojawia się Chrystus, wszystko normalnieje, normuje się, jest uzdrawiane. Również społeczeństwa, narody. Cytowana na początku niniejszego postu obietnica należy do tych najpięknięjszych dla mnie: że w końcu wszystko kiedyś będzie normalnie w całym społeczeństwie, a nie tylko w niewielkich wspólnotach Jego wyznawców. Że zło, niemoralność, podłość nie zasiądzie na piedestale, bo nikt tego nie uzna ani na to nie pozwoli. Że dobro będzie ukochane i szanowane przez wszystkich. 

 

niedziela, 10 maja 2015

Proroctwo o królowaniu Chrystusa - cechy charakterystyczne tych rządów

Księga Izajasza, rozdział 32



1. Oto król będzie rządził w sprawiedliwości, a książęta według prawa będą panować.
2. I będzie każdy jak kryjówka przed wiatrem i jak schronienie przed ulewą, jak strumienie wód na suchym stepie, jak cień potężnej skały w ziemi spragnionej.
3. I oczy tych, którzy widzą, nie będą oślepione, i uszy tych, którzy słyszą, będą uważnie słuchać.
4. Umysł skwapliwych zyska właściwe poznanie, a język jąkałów będzie mówił szybko i wyraźnie,
5. I głupiego już nie będą nazywali szlachetnym, a o łotrze nie będą mówić, że zacny.
6. Bo głupi mówi głupie rzeczy, a jego serce knuje złość, popełnia niegodziwość i mówi przewrotnie o Panu, dopuszcza, że głodny cierpi niedostatek, a pragnącemu odmawia napoju.
7. Oręż łotra jest zgubny, ma on zdradzieckie zamysły, chcąc nędzarzy zrujnować słowami kłamliwymi, chociaż sprawa ubogiego jest słuszna.
8. Lecz szlachetny ma myśli szlachetne, i on obstaje przy tym, co szlachetne.
9. Wy, beztroskie kobiety, powstańcie, słuchajcie mojego głosu, wy, córki, pewne siebie, nadstawcie uszu na moje słowo!
10. Nie dłużej niż za rok będziecie drżeć, wy pewne siebie! Gdyż winobranie się skończyło, a owocobrania już nie będzie.
11. Drżyjcie, wy beztroskie, przeraźcie się, wy zadufane! Ściągnijcie szaty i obnażcie się, a przepaszcie biodra.
12. Uderzcie się w piersi, narzekając nad rozkosznymi polami, nad urodzajnymi winnicami,
13. Nad rolą mojego ludu, która porasta cierniem i ostem, nad wszystkimi rozkosznymi domami, nad miastem wesołym!
14. Bo pałace są opuszczone, ustała wrzawa miasta, zamek i baszta strażnicza stały się na zawsze jaskiniami, miejscem uciechy dzikich osłów, pastwiskami trzód,
15. Aż będzie wylany na nas Duch z wysokości. Wtedy pustynia stanie się urodzajnym polem, a urodzajne pole będzie uważane za las.
16. I zamieszka na pustyni prawo, a sprawiedliwość osiądzie na urodzajnym polu.
17. I pokój stanie się dziełem sprawiedliwości, a niezakłócone bezpieczeństwo owocem sprawiedliwości po wszystkie czasy.
18. I zamieszka mój lud w siedzibie pokoju, w bezpiecznych mieszkaniach i w miejscach spokojnego odpoczynku.
19. Lecz las padnie znienacka, a gród legnie w poniżeniu.
20. Szczęśliwi jesteście, gdyż możecie siać nad każdą wodą, woły i osły wszędzie puszczać wolno.